Ostatni smród majowego weekendu (cz. 2/3)

Autor: Jacek Skwirowski, Gatunek: Proza, Dodano: 10 maja 2019, 09:38:39, Tagi:  proza majówka Roztocze Zamość Zwierzyniec maj 2019

DZIEŃ DRUGI

Sen kulinarny z K. mnie zachwycił i wciągnął, oj wciągnął! W kuchni sypaliśmy składniki do miski, gnietliśmy, wyrabialiśmy, wałkowaliśmy na gładkim blacie kuchennym (desce do prasowania?), aż się zrobił makaron dwujajeczny. K. go skroiła w plasterki, dodała rosołu z kości i docisnęła jedną cytryną. A ja to podawałem ludziom bez twarzy, z czego dwóch miało identyfikatory dla gości: Stanisław i Marek. Inni, co na przyjęciu siedzieli, byli wyraźnie nieoznaczeni, niemniej dobrze pamiętam – były wśród nich też kobiety.

Po przebudzeniu miałem długie wrażenie, że sen był jakby proroczy. K. potwierdza, że one z zasady śnią się symbolicznie, i też faktycznie – często są profetyczne. Trzeba tylko umieć je czytać. W moim, z pewnością, nie chodzi o zwykłe danie obiadowe, a o żywienie raczej psychiczne (karmę duchową?). No nie wiem… Się przekonamy w przyszłości.

Tymczasem zimno weszło w nas głębiej, niewyspane, mimo zmęczenia po dniu emocji. Tak czy siak, dzień nastał nowy i nowe potencjalne przygody. W łóżku z K. półleżymy: szukać?, zmienić?, zostać?, polepszyć?, czy szarpać się, kłócić? Bo jest na 5 dni rezerwacja, więc może być problem. Skończy się jak zapłacimy zamiast za 5, to za 1 noc niedospaną, choć senną smakowicie. Deszcz w tle też optuje bardziej na nie: ciągle tak niby nic, a siąpi, niby już kończy, a zaraz znów zaczyna. Tak se w chuja ciągle leci, czyniąc od rana nadzieje.

W poszukiwaniu czegoś do zabicia czasu (minut? godzin?), udaje mi się, po licznych komplikacjach na pilocie, uruchomić lampowy odbiornik. K. nie chce patrzeć, bo nie cierpi, jak pali ją w oczy lampa kinestetyczna czy jakaś inna elektronowa. Nie będzie prześwietlać się dobrowolnie gigantyczną żarówką.

No to sam patrzę. Przepytują jedzących śniadanie, nie przymierzając, jakby nas, bo akurat też w takiej jesteśmy czynności. Jedyna różnica, że oni nie w łóżku, a w różnych sceneriach przeważnie wilgotnych, które zmieniają się razem z gośćmi z szybkością teledysków, dosłownie co 3 czy 4 minuty. Mówią o tylu fantastycznych problemach, że aż chciałoby się zapytać: co dalej? Niestety, przy roztoczańskim parku narodowym nie mają reportera w terenie, więc zostaję w łóżku niepocieszony. Zresztą, dwójka w studiu wyraźnie nie ma czasu i ochoty na dłuższe Polaków rozmowy. Kto to ogląda o 8 minut 20? Oprócz nas, to nie wiem? Kapuśniakowa? Bo jakby echem ciągnie z dołu.

I nagle, przez ekran, pytają mnie prosto w twarz osobiście: czy nie lepiej gdzieś wyjść?, zamiast zostać w łóżku? To mówię do K., że mam propozycję ruchu, żeby nie siedzieć w zimnie, tylko bardziej chodzić. K., że jak na taki deszcz przecież?, czy nie lepiej poleżeć? Mimo wątpliwości, szybko zgadzamy się na wyjazd do zamojskiej staruszki, co w niedalekim pobliżu sobie odpoczywa. Akurat za minut 17 jest bus, więc zdążymy na faście. Jednym mignięciem zwijamy się z wynajmowanego zimna, żeby zdążyć na ciepły odór w busie.

Łapiemy w biegu. W środku zdziwienie – nowa tapicerka, nic nie czuć złego. Może tylko trochę, ale to pewnie od mokrych ludzi, których kilku siedzi. Trasa dłuższa, Szczebrzeszyn po drodze, ale chrząszczy nie słychać, co właściwie nie dziwi w taką parszywą pogodę. Zamiast robaków – ludzie. Najwięcej takich targowych z dużymi siatami zakupów. Prowadzą wyciszone rozmowy zza szyby, pewnie mają włączony tryb samolotowy.

Po godzinie z kwadransem jest. Od wczoraj nic się nie zmieniła, wciąż chętna na nasze ciepłe ciuchy i parasolki. Łazimy szarym brukiem, po zielonych wałach, wokół czerwonych murów. Grzejemy własną motoryką mięśnie i stawy. Mijamy dużo kościołów, czasami trochę dziwnych tutaj na wschodzie. Pierwszy ma dwie poprzeczne belki na krzyżu: po co aż dwie na pojedyncze ramiona człowieka? i w dodatku ta niżej po skosie? Inny, na dużej tabliczce, przypomina o swojej polsko-katolickości: niby brzmi jak należy, a jednocześnie jakoś tak obco. Resztę, na wszelki wypadek, obchodzimy z daleka. A dokładniej dolnym piętrem zawijanych parkowych alei.

K. z telefonem o coś się spiera z zapałem, a za chwilę śmieje się do niego głośno. Ja zostaję lekko w tyle, bo wolę chodzić w ciszy, niż gadać z najświeższym nawet modelem. Z rozmów K. nie słyszę całych fraz, tylko w kawałkach słowa: o koleżance gryzionej przez własnego psa do samej kości, aż ropą naszła; o braku kasy za strajk, no chyba, że od prezydenta, bo on nie spisu, to da; o trudnym szukaniu męża we Wrocławiu, bo nie da się kusić skutecznie bez szpilek, a jedynie w kaloszach i płaszczu. Reszta to domysły, bez szczegółów są marną, wybrakowaną rozrywką. To już wolę ptaki w stereo, drzewa z artystycznymi podpórkami Dalego i mury z cegły w 3D przyzwoicie zrobione.

Wchodzimy w kamieniczki rynkowe w poszukiwaniu niedrogiego, smacznego, domowego. Sami fryzjerzy, w taki rejon trafiamy. Po ankiecie ulicznej namierzamy Bar Asia. Nie orientalny, polski, PRL-owskie klimaty, z każdej strony pachnie innym żarciem, a jakby tym samym. Lekki zaduch od parujących deszczem ubrań, oddechów i kuchni w tle. Nikt nie zdjął butów, jest jeszcze w narodzie trochę przyzwoitości. Starzy ludzie jak zmokłe, szare (dosłownie) gołębie miejskie obsiedli kwadratowe stoliki. Plus jedna para rasowych turystów sponsorowanych przez 4F z dwójką dzieci oraz jedna młoda. Młoda tylko z twarzy, bo kobiecość poniżej szyi zakryła babciną sukienką, włosy w kok pospinała wprost z przedwojennego żurnala. K. widzi, że to przedszkolanka, której nie stać na droższe jedzenie, i że w dodatku samotna. Ja sobie myślę, że gdyby była o kilka dobrych lat młodsza, w tym stroju wintydż z epoki, by pachniała perwersją. No ale – niestety.

K. się chyba wzruszyła przeglądaniem ludzi, bo płacze w talerz, mimo, że zupa już jest dość słona (wiem, bo próbowałem). Ona, że nie to, że jest beznadziejnie, że zimno, że pada, do tego starzy ludzie (albo pensjonarki), że nie tak miało być przecież… A ja się martwię tylko tą zupą, żeby dojadła, póki jeszcze gorąca i nieprzesolona.

Po kryzysie mentalnym, fizycznie pokrzepieni, wychodzimy z wilgotnego zaduchu na lekkie siąpanie. Czy ten deszcz nie ustanie? Szukamy suchszych klimatów, palonych świeżą kawą i przepieczonych ciastkami. Nie zgasła bowiem potrzeba reperacji przyciemnionego nastroju jakimś zgrabnym mikstem mąki rozrobionej jajkami, mlekiem i cukrem, najlepiej w czekoladowej polewie z owocami na wierzchu.

Wybieramy trzeci lokal pod rynkowym cieniem, kierując się głównie zapachem. Wszystko tu ładne: foteliki obszerne, zapadłe, stoliki drewniane, przy tym nowoczesne, twarze młode, miejscami wręcz śliczne – no klimat ogólnie magiczny! Przy największym stoliku zgromadzenie bractwa planszowego kultywuje starego RPGa (w wersji nowoczesnej). Z lewej dziewczyny w wieku późnoszkolnym robią ćwiczenia z głośnej artykulacji na temat płci od siebie odmiennej. Z prawej, nieco głębiej, małżeństwo z trójką się sadza: najmłodsze chce tylko wodę, ale niegazowaną, starszy, krótko strzyżony, frytki, koniecznie z keczupem, a najstarsza musi chwilę pomyśleć, ale raczej to ciastko za 13zł. Ale tu mama się krzywi na cenę dwucyfrową i w dodatku pechową… Ostatecznie decyduje tata: dobra, niech będzie, przecież od wczoraj majówka. Zamówili i poszli grzebać rodzinnie na półce w planszówkach.

Barmanka wije się w swojej mikroprzestrzeni, tak sprytnie i zwinnie, że aż brakuje na nią porównań. Naraz ma naście zamówień, w tym my dwoje po kawie. To znaczy ja, bo K. wzięła herbatkę, a kawę ze mnie podpija. Trudno, zaraz zamówię kolejną, będzie wiła się bardziej. Zresztą, planujemy długo w tym ciepłym klimacie, to wezmę trzecią. A i tak jakbym dwie wypił, bo jedną ryczałtem odliczam na K.

W kawowo-herbaciano-ciastkowym nastroju, zapominamy o smakach busowych i nocy u Kapuśniakowej, jak się napali. Jedynie w swoich otchłaniach duchowych czujemy profetycznie, że nas dziś to nie ominie.

I rzeczywiście.

Komentarze (2)

  • tyle tego wszystkiego, że nie wiem o czym :) ale to mój problem. proza do wydruku.

  • a konkretnie co? pytaj, odpowiem

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się